↑ Powrót do Wywody

Wiara

Czysty przypadek sprawił, że wychowaliście się w religii chrześcijańskiej. Wiecie pewnie co to znaczy nie wyznawać pewnych religii, bo nie jesteście muzułmanami, hindusami. Dlaczego nie jesteście hinduistami? Bo przydarzyło Wam się urodzić w Europie, a nie w Indiach. Jeśli urodzilibyście się w Indiach Waszą religią byłby Hinduizm. Gdybyście urodzili się w Dani w czasach Wikingów wierzylibyście w Odyna i Thora. Gdybyście urodzili się w Antycznej Grecji wierzylibyście w Zeusa. Gdybyście urodzili się w Afryce Centralnej wierzylibyście w wielkiego ju-ju ze szczytów gór. Nie ma żadnego szczególnego powodu, by wierzyć w jednochrześcijańskiego Boga, którego wyznajecie przez przypadek. Co jeśli się mylicie?

Wielu ludzi wierzących jest jak pomnik w Świebodzinie - z wierzchu beton, a w środku pusto. Nasz polski katolicyzm nie jest podbudowany głębszą refleksją etyczną. Jest płytki i płaski jak naleśnik. Wszytko robione jest na pokaz. Menele spod sklepu, ojcowie-alkoholicy katujące swoje dzieci, wredni hipokryci, bandyci... wszyscy spotkają się w kościele. Religie i wiara w gusła wywołują chorobę umysłową. Wierzący w te pierdoły to ludzie chorzy psychicznie. Powinno się tego całego gówna zakazać, bo odbiera ludziom rozum. Religie i wiara cofają w rozwoju. Kto wie, gdzie dzisiaj bylibyśmy gdyby chrześcijanie nie spalili biblioteki aleksandryjskiej i nie ściągnęli na ludzkość wieków panowania ciemnoty i zabobonów.

Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym. Nie chodzi głównie o to co robisz, jest coś ważniejszego - to kim jesteś. "Kim jesteś" jest Twoim stanem świadomości, cokolwiek robisz wypływa z tego stanu. To Ty tworzysz swoje własne życie. Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci.

Kluczem do religii, kluczem do odnalezienia Boga jest inteligencja, a nie uległość, nie upokarzanie się i klękanie na kolana. Myślisz, że Bóg chciałby Cię widzieć klęczącego na kolanach jak niewolnik? Religia nie powinna zawierać się w formułkach, a w duszy. Nie próbuję wyobrażać sobie Boga; wystarcza mi odczucie potęgi i majestatu przyrody, bezgraniczna fascynacja strukturą świata, jaką ukazuje nam nauka, o tyle, o ile możemy ją poznać za pośrednictwem naszych niedoskonałych zmysłów. Moje doznania mają naturę religijną w tym sensie, iż jestem świadomy, że umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by głębiej wniknąć w harmonię Wszechświata. Nie potrafię sobie wyobrazić Boga, który karze i nagradza stworzone przez siebie istoty i którego zamiary wzorowane są na ludzkich – słowem – Boga, który jest odbiciem ludzkich ułomności. Nie wierzę też, by człowiek mógł przetrwać po śmierci swego ciała, choć ludzie słabego ducha wierzą w takie rzeczy, kierowani strachem lub pożałowania godnym egotyzmem. Nie wierzę w nieśmiertelność i uważam moralność za sprawę czysto ludzką, bez konieczności odwoływania się do jakiegokolwiek nadprzyrodzonego autorytetu.

Religia przyszłości powinna przekraczać koncepcję Boga osobowego oraz unikać dogmatów i teologii. Zawierając w sobie zarówno to, co naturalne, jak i to, co duchowe, powinna oprzeć się na poczuciu religijności wyrastającym z doświadczania wszelkich rzeczy naturalnych i duchowych jako pełnej znaczenia jedności. Jeżeli istnieją w ogóle religie (systemy filozoficzno-etyczne), które mogą sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to są nią deizm, czy buddyzm.

Kościół musi w końcu pojąć, że z perspektywy ludzi niewierzących jest taką samą instytucją jak wszystkie inne. I że nie może wciskać się w życie tym, którzy go nie chcą. Tym bardziej, że jego tłumaczenie świata jest dla niewierzących tak samo przekonujące, jak tłumaczenie wyznawców Światowida albo Zeusa. Kościół jest dla niewierzących, owszem, ważny jako nośnik kultury i tradycji, ale jego rola przewodnika już się skończyła. Niewierzący wyrośli i już nie wierzą w niewidzialnych przyjaciół. Muszą sami stawiać czoła zimnemu kosmosowi – to jest trudne, ale nie ma już powrotu do wiary w chrześcijańską mitologię, bo nie można uwierzyć bezwarunkowo w jedną z wielu mitologii które są wyznawane na świecie, nawet, jeśli jest osnową naszej kultury. Kultura bowiem to jedno, ale traktowanie jej dogmatów serio – to drugie. Ateiści i agnostycy po prostu nie wierzą w chrześcijańską mitologię tak samo, jak nie wierzą w mitologię grecką, słowiańską, chińską czy japońską. Choć traktują ją z czułością, jak dziedzictwo kulturowe całej ludzkości. I swoje, bo przecież sami też są osadzeni w konkretnym kontekście kulturowym.

Ateiści nie życzą sobie, by Kościół wmawiał ich dzieciom, że jeśli nie będą klękały przed krzyżem to diabły zawloką je na wieczne męczarnie do piekła, bo to takie samo pranie mózgu, jakie zafundowałaby dzieciom każda inna organizacja wbijając im własne przekonania. I kontekst kulturowy nie ma tu nic do rzeczy. Nie życzą sobie też ciskania na nich gromów za otwarte głoszenie swoich przekonań. Tak samo, jak oni sami nie wchodzą na msze i nie przekrzykują księdza na mównicy. Wolnoć Tomku w swoim domku, i ani niewierzącym niczego do kościołów, ani Kościołowi niczego do ateistów. Ochrona uczuć działa w obie strony.